Prowadzisz salon beauty. Masz Booksy, regularnie postujesz na Instagramie, klientki wracają. Wszystko gra — dopóki nie zobaczysz swoich przychodów po prowizji Booksy i uświadomisz sobie, że 70% nowych klientek znajduje Cię przez aplikację, gdzie masz obok siebie 20 podobnych salonów. W Booksy wygrywa ten, kto robi najwięcej rzeczy na raz: promocje, stylowane zdjęcia, aktywne posty, dodatkowe usługi. Jesteś w ciągłej walce.
Jest drugi świat. Klientka w piątek o 22:00 wpisuje w Google „fryzjer [miasto]", „manicure [dzielnica]", „depilacja laserowa [miasto]" — i widzi najpierw mapy Google. Jeśli Twój salon jest w TOP3 mapy z 300 opiniami 4,9 — klika od razu w Twoją wizytówkę, a nie w Booksy. Rezerwuje bezpośrednio. Konkurencja w Booksy jest niewidoczna. To jest SEO.
My to robimy. Strona salonu z podstronami dla każdej usługi, galerią prac, cennikiem, rezerwacją online (własną albo z integracją Booksy). Wizytówka Google na #1 z setkami opinii. Frazy „fryzjer [miasto]", „manicure [dzielnica]", „przedłużanie rzęs [miasto]" na czele wyników. Booksy zostaje — ale przestaje być jedynym kanałem.